PUNTA CANA

Docierając do hotelu lub resortu, można poczuć się jak w luksusowej twierdzy, dobrze strzeżonej przez ochroniarzy. Wystarczy, że wejdziemy przez progi hotelu, aby usłyszeć „ Hola Amigo”, gdzie życzliwość i opieka personelu nie mają sobie równych. Można poczuć się królem życia, widząc suto zastawione stoły,  kilkunastometrowe bary z wyborem alkoholi z całego świata, wyciskane soki ze świeżych owoców, kilka kulinarnych restauracji z których każda serwuje odmienne dania…
Idąc przez hotel nie wiadomo gdzie podziać oczy. Rajska przyroda, śpiew ptaków, piękne krajobrazy, równo przystrzyżona trawa,
aż w końcu docieramy do plaży. Plażę porastają bajecznie wysokie i gładkie palmy. 

Piasek na plaży jest miękki i biały niczym mąka. Turkusowy kolor oceanu, słońce i upał sprawiają przeogromne poczucie szczęścia.  Zwykle pospolici turyści przybywający na wyspę pozostają w zamkniętych hotelach, których murów nie opuszczają przez cały urlop. Powodem tego jest skuteczna manipulacja rezydentów, którzy wpajają turystom niebezpieczeństwa czekające na nich poza murami hoteli.  

Ja osobiście nie jestem osobą, która będzie przesiadywała tylko w jednym miejscu.
Codziennie spotykałem na plaży czarnoskórych tubylców, proponujących swoje własne wyroby. Zapraszają  na zakupy w okolicznych sklepach, mówiąc mam wszystko czego tylko potrzebujesz SeñorPrawdziwie egzotyczne wakacje, taniec, śpiew, burza w kilka minut,
a potem słońce i cisza.

Nie bez powodu Kolumb po raz pierwszy stając na lądzie Ameryki trafia na Dominikanę. Jakiż musiał to być idealny krajobraz przed wiekami, skoro po dzień dzisiejszy jest tam ciągle niezmiennie rajsko i idealnie. „Muchas gracias”, że można tu być i podziwiać to piękno. 

 

Bryza znad oceanu daje wytchnienie podczas spacerów po plaży, lub korzystaniu z kąpieli słonecznych. Woda ma kolor turkusowy. Patrząc na nią nie można zamknąć ust z wrażenia. Magiczna chwila która mogłaby już trwać na zawsze.
Gdy chcesz nieco ochłonąć od palącego słońca, naturalne schronienie znajdziesz pod palmami, które tworzą naturalne przeciwsłoneczne parasole. W rejonie plaż Punta Cana, który opisuje nigdy nie spotkałem niesamowitego tłoku.

Czas płynie tu leniwie, szczególnie rdzennym mieszkańcom, dla których umówienie się na daną godzinę po prostu nie istnieje.
Nikt się tu nie spieszy. Ludzie się uśmiechają, bawią, tańczą i są tysiąc razy bardziej szczęśliwszy niż cała Europa razem wzięta.
Radość to ich narodowa cecha, przy tym mają też niesamowite poczucie rytmu. Ich ruchy w tańcu stanowią pobudzenie każdego zmysłu. Muzyka Dominikany zostanie opisana w zakładce MUZYKA http://https://hearthis.at/3clh76yg/

MUZYKA

Jeśli zechcemy wyjść z hotelowych przestrzeni i udać się na zwiedzanie okolicy i regionu wybrzeża Punta Cana szczególnie polecam kilka miejsc wartych odwiedzenia. Oto one:

 

PLAYA MACAO – ta oddalona od Bavaro plaża ma w sobie coś, co nazwę prawdziwą oazą spokoju. Mało tam turystów, brak piętrzących się hoteli. Wysokie fale sprzyjają uprawianiu sportów wodnych. Porastający na brzegu las palm sprawia, że to miejsce na długo pozostanie w naszej pamięci.

Na miejscu można wypożyczyć deski do surfingu oraz zjeść świeże potrawy z owoców morza opalane na ogniu z pieca. W plażowych barach serwowane są tam również doskonałe orzeźwiające soki i drinki. Do plaży dostaniecie się wypożyczonym autem lub można będzie skorzystać z busa GuaGua, następnie przesiadając się na motor , czyli „Amigo la moto”!!

 

CAP CANA – Laguna Guama | Ecological Park |

Jeśli zechcecie zobaczyć prawdziwą ostoję spokoju, niesamowite pełne błękitu laguny to obierzcie kierunek na Cap Cana.
Laguna Azul znajduje się pośród tropikalnej dżungli, w której specjalnymi ścieżkami  przechodzimy obok kilku pięknych lagun. Można tam popływać, zobaczyć kolorowe ryby, a nawet żółwia. Wstęp jest płatny chyba, że zamieszkujemy w jednym z resortów.

Po raz pierwszy w życiu oczy moje zobaczyły coś tak niesamowitego. Byłem zaskoczony, chyba nie miałem odpowiedniej liczby pikseli, aby tą chwilę szybko sobie przyswoić. Prawdopodobnie nie jestem w stanie opisać tego rajskiego widoku. Laguna jest tak czysta i błękitna, że zachwyci nawet najbardziej wybrednych koneserów takich miejsc. Niestety, z roku na rok odwiedzając te miejsca natrafiałem na coraz to mniejszy poziom wody tego egzotycznego cudu świata. Być może było to spowodowane bardzo suchą porą, lub laguny po prostu wysychają.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Idąc dalej ścieżką przez dżunglę dotrzemy do brzegu Oceanu Atlantyckiego.

 

SAMANA

Północny wschód Dominikany, gdzie znajduję się półwysep Samana to moim zdaniem miejsce bardzo wyjątkowe. Wyjątkowe ze względu na nieskalaną niczym przyrodę, piękne plaże, góry a w nich wodospady.

 

Historia pisze się sama. Otóż dnia 12 stycznia 1493r. Krzysztof Kolumb odkrywa to miejsce podczas swojej drugiej wyprawy po Karaibach. W tym skrawku świata postanowiłem odwiedzić kilka wyjątkowych miejsc – wodospad EL LIMON ,oraz Playa Rincon.

 

 

 

 

 

 

WODOSPAD EL LIMON

Jedną ze wspaniałych atrakcji, którą wpisuję w miejsca godne polecenia jest 52 metrowy wodospad Salto de Limon. Znajduje się on na półwyspie Samana, między miejscowościami Las Terrenas a Samana.

Dotarcie do niego wymaga wyprawy nie tylko samochodowej, ale także pieszej lub konnej. Miejscowi będą chcieli nam wcisnąć swoje usługi w postaci konia i przewodnika, ale mapa offline bez problemu pozwoli dotrzeć do tego miejsca. W zależności od której strony dojedziecie do parkingów, będzie trzeba przejść półgodzinny pieszy górski maraton. Szlak jest pusty i dobrze oznakowany. Polecam uzbroić się w wygodne obuwie, wspinaczka czeka nas w niektórych miejscach. W zależności od pogody możemy napotkać masę błota po drodze, ale specyfika tego miejsca wymaga od nas poświęceń. Dżungla jest idealnym miejscem na zagłębienie natury, która tutaj pozostała totalnie nieruszona. Zabierzmy ze sobą do picia wodę! Docierając do samego El Limon po drodze napotkamy jeszcze kilka mniejszych wodospadów. Pod samym  El Limon można się będzie wykąpać. Uważajcie na bardzo silny nurt wody. I jeszcze jedna warta uwaga, nad samym wodospadem nie ma żadnej bazy noclegowej lub lokali gastronomicznych. W dżungli musicie być zdani sami na siebie.Telefony z mapą przydadzą się maksymalnie naładowane.

PLAYA RINCON 

Jeśli mam odpowiedzieć na pytanie czy byłem kiedyś na końcu świata przyznam, że to miejsce może nim być. A może to dopiero początek świata, który nigdy się nie kończy?

 

Kierunek Playa Rincon, miejsce okrzyknięte przez wielu jako jedna z najpiękniejszych plaż świata, plasująca się w top 10 najlepszych plaż Karaibów. Czasopismo „Conde Nost” ogłosiło drugą najlepszą plażą na świecie. Wywarła na mnie wielkie wrażenie, a zdjęcia które tam zrobiłem są niczym z katalogów turystycznych. Czy rzeczywiście jest drugą najpiękniejszą plażą na świecie, tego nie podejmę się oceniać, nie widziałem wszystkich plaż na świecie 😛 Powiem Wam za to jedno. Gdy na żywo  zobaczycie Playa Rincon już nigdy nie będzie podobała się Wam bałtycka strefa przybrzeżna…. 🙂

W barach na plaży dostaniecie świeże owoce morza , naprawdę –  pierwszej świeżości.

 

 

 

 

SAONA

W roku 1494 Krzysztof Kolumb odkrywa kolejną z wysp. Jest nią Saona, której nazwę Kolumb nadaje na cześć swojego przyjaciela Miguela da Cuneo, pochodzącego z włoskiej Savony. Tyle historii, czas na zaplanowanie wirtualnej podróży.

Najlepszym sposobem będzie dotarcie tam jachtem. Wycieczki na Saonę można nabyć w Bavaro od lokalsów na plaży. Zanim jednak dopłyniecie do samej upragnionej Saony minie cały dzień na jachcie. Moja porada jest prosta. Lepiej pojechać na południe wyspy, przykładowo dotrzeć autobusem lub wypożyczonym autem do Bayahibe. Stamtąd wyruszają codziennie z rana rejsy na Saonę, koszt to około 50-80 USD. Z Bayahibe płynie nawet kilka jachtów na raz, na pokładzie których usłyszycie muzykę dominikańską, oraz skosztujecie miejscowych odmian rumów i soków serwowanych przez obsługę jachtu. Przy samej wyspie jacht zatrzymuje się na płytkiej kryształowej lagunie, po to abyście mogli doznać przedsmaku przyjemnej kąpieli tuż u brzegów wyspy. Morze wygląda jak wielki naturalny błękitny karaibski basen. Woda sięga do pasa, na brzegu promienie słońca odbijają się od białego piasku.

Schodzimy na ląd, moja stopa staje na kolejnej rajskiej wyspie. Nareszcie czas wolny, leżaki, słońce piasek i te powietrze od Morza Karaibskiego…. Wolny czas to około 2-3-4 godziny, więc można będzie zjeść obiad i skosztować dań z karaibskiego bufetu, zapijając do woli rumem w open barze. Polecam spacer nad brzegiem rajskiej wyspy. Warto zobaczyć tą nieskazitelną naturę. Wyspa jest urocza i śliczna, robi na mnie wielkie wrażenie. Palmy są nieco inne niż na Punta Cana, ale i tak wszystko jest nie do opisania. To kolejne miejsce z serii…must see.!

 

SLUMSY I BIEDA

Świat składa się z kontrastów. Bieda i luksus czasem wzajemnie się przenikają. Na Dominikanie znajdziemy piękne miejsca turystyczne, oraz pejzaże których  nie uda nam się wykasować z pamięci. Jednak życie mieszkańców na wyspie nie jest już tak wielce kolorowe. Nie lubimy tego co brzydkie, a niekiedy dosłownie kilka ulic dzieli cuda od brzydoty. Bogate i wypasione resorty to zupełnie inny świat od tego jaki możemy na co dzień zobaczyć na Dominikanie. Podczas gdy jedni bawią się na całego, zaledwie kilka kilometrów dalej codziennie trwa walka o przetrwanie.

Postanowiłem nie ominąć takich miejsc, ale zobaczyć życie najuboższych mieszkańców. Odradzam Wam wyjścia w te strony,  rzeczywiście może być tam dla nas białych niebezpiecznie, lecz zwiedzanie za dnia jest bezpieczniejsze.

Jako biały turysta Gringo w oczach tubylców automatycznie uchodziłem za bogacza. Wszystkie oczy patrzyły na mnie, a lekki uśmiech Dominikańczyków zawsze spotykał się z uśmiechem zwrotnym ode mnie białego. Brak ulic, unoszący się kurz, dziury na drogach, wielu ludzi poruszających się bez respektowania żadnych zasad ruchu samochodowego. Na Dominikanie panuje nieoficjalna zasada – kto większy i silniejszy ten ma pierwszeństwo. Nie raz zdarzy się zobaczyć na ulicach samochody bez oświetlenia w nocy. Najbardziej zdumiewającym widokiem była jazda po pasie awaryjnym pod prąd, zwykle motocykliści ale czasami też auta osobowe. Nic mnie już chyba nie zdziwi, aby zrozumieć trzeba zobaczyć to na żywo. Wówczas wszystko wydaje się takie normalne, ponieważ wszędzie na twarzach gości uśmiech.

Zatrzymałem się aby skosztować lokalnego soku i zagrać w bilard. W lokalnym barze dla miejscowych było to wielkim poruszeniem. Wielki ruch zaczął się za barem do którego podszedłem. Stała tam ciemna kobieta w słusznym wieku, do której wypowiedziałem Dame una fría! (Daj mi jedno zimne!). Po chwili zobaczyłem jej białe niczym środek orzecha włoskiego zęby, a piwo już było otwarte. Dorzuciłem jeszcze, Senora, una bachata mi Amor, por favor! Po chwili można było zatańczyć z którąś z kobiet, a co ciekawe mężczyźni byli prze-zadowoleni, że biały turysta chodź co nieco potrafi tańczyć ich regionalne rytmy. Następnie zagrałem w bilard z miejscowymi, dla których był to przemiły akcent dnia…Tak małe rzeczy, a potrafiły tych ludzi cieszyć i wywoływać w nich tyle pozytywnych emocji. Ogromna bieda nie jest w stanie zniszczyć ich wesołego życia.